Jest coś głęboko nieprawidłowego w tym, że Kościół czuje się niekomfortowo, mówiąc o swojej Matce
Kościół bez Matki nie upada z dnia na dzień. Nie ogłasza jej zaginięcia. Nie odrzuca jej formalnie. Po prostu staje się ostrożny. Powściągliwy. Boi się jasności. Wstydzi się pewności. I w krótkim czasie zaczyna brzmieć... nieznajomo.
Kościół bez swojej Matki staje się Kościołem, który nieustannie mówi o towarzyszeniu, ale rzadko o posłuszeństwie. Kościołem, który ceni dialog bardziej niż prawdę. Kościołem, który przedkłada bezpieczeństwo nad świętość. Kościołem, który nauczył się przetrwać burze, dryfując, zamiast zakotwiczać się. I właśnie w tym miejscu się teraz znajdujemy.
Żyjemy w czasach, w których Najświętsza Maryja Panna nie jest otwarcie odrzucana, ale po cichu sprowadzana do drugiego planu. Nie jest odrzucana, ale kontrolowana. Nie jest atakowana frontalnie, ale powstrzymywana, regulowana i unieszkodliwiana.
Powinno to zaniepokoić każdego katolika, który rozumie, w jaki sposób Kościół przetrwał wszystkie burze w swojej historii. Kościół przetrwał bowiem tylko …Więcej